naglowek
BudokanTreningiGaleriaKontaktLinki

Obóz zimowy - Przesieka 2013



O czym szumiał halny…. czyli:  Jak  Kamila z Pszczołą,  Arctosowi  ząb wybiły.

Każdy Rodzic zimy czeka,

Będzie obóz? Tak! Przesieka!

Dzieci dawno spakowane,

Tylko komu oddać je?

Na obozie będzie super,

każdy to klubowicz wie!

     Ferie 2013, kolejny nasz wypad w Karkonosze. Pensjonat „Złoty Widok” – miejsce urokliwe i magiczne.  Nasz przyjazd do Przesieki, to śnieżne i mroźne powitanie, zupełnie jak w rymowance Grzesia Siudakiewicza:

                                       „ Śnieg jest tu, śnieg jest tam,

                                         Co przydarzy dziś się nam ”.

Za oknami śnieg i hula wiatr, który informuje nas, że oto w naszej okolicy rozpanoszył się dobranockowy Arctos – władca lodowej krainy. Nawet zdumiony Liczyrzepa nie zareagował na to, co ten złośliwiec tu wyczyniał ( na dwa dni przed naszym przyjazdem -23 stopnie C, porwisty halny, warunki tylko dla twardzieli ). Ale – jak dobrze wiecie –w naszej klubowej gromadce znaleźli się prawdziwi miłośnicy ekstremalnych sportów walki: Iwo, Don Vittorio, Tymek ( najmłodszy uczestnik ), Damian „ z ula” ( brat Pszczoły ) czy wreszcie waleczny Hugo.

Nie zabrakło dwóch śnieżnych dziewczęcych ninja – Kamili i Pszczoły. Dziewczynki jak zobaczyły co się dzieje, kto nam w pogodzie tak rozrabia, po 2 treningach wzięły sprawy w swoje ręce i były gotowe do spotkania z mroźnym i złośliwym Arctosem. W trzecim dniu obozu zniknęły na chwilę i do Przesieki powróciło bezchmurne niebo, wyjrzało słoneczko i powiało wiosną. Jedynie jeszcze od czasu do czasu dmuchał wiatr i świszczał jakby przez jakaś szczelinę się przedostawał. I co się okazało, dziewczynki dopadły Arctosa, który chował się na poddaszu naszego pensjonatu i sprawiły mu takie lanie, że stracił jeden ze swoich lodowych zębów ( fotografia naszych dzielnych dziewczyn z arctosowym kłem w galerii ). I dlatego ten wiatr był taki świszczący, bo to szczerbaty Arctos chciał nam jeszcze nieco dokuczyć. Zdmuchnął śnieżek, ale nam to nie przeszkadzało i w ćwiczeniu i w zabawie. Jak to zrobiły – Kamila z Pszczołą – nie chcą do dzisiaj powiedzieć, jedynie cichoczą radośnie jak małe myszki. Treningi więc przydały się wszystkim. Grupa zawodnicza ( kumite ) pod czujnym okiem trenera Piotra szlifowała formę i techniki – w tym roku przed nimi poważne starty.

Grupa kaciarzy – dla której inspiratorem był trener Maciek skupiła się na poprawności technik ( co w kata jest bardzo ważne ), kształtowaniu koordynacji i wzmocnieniu sprawności ogólnej. Patrzeć było miło jak dzieciaki ćwiczą, jak wiele w nich energii i zaangażowania.  Podejściem wręcz seniorskim do treningów, pracowitością i maksymalną samokontrolą brylował Maciek Gębka. Oprócz codziennej dawki sportu był czas na wszystko: dyskoteki,  wyjazd do Aqua – Parku w Hotelu Gołębiewski w Karpaczu, ognisko połączone z pieczeniem kiełbasek ( tu zagadka – ile kiełbasek można stracić w ogniu? Prawidłową odpowiedź zna braciszek Pszczółki ), spacery po okolicy, pizza Day.  Humory dopisywały, apetyty także.  Misterami Kuchni  albo jak kto woli laureatemi plebiscytu  Złotego Talerza zostali: Mr Krupnik i Piotruś Kaskader ( z grupy tr. Stefana ) – chyba zmienią specjalizację z karate na sumo ( najkrótsza opinia: jedli za dwóch, ćwiczyli za siebie, rozrabiali za trzech ). O naszych dziewczynach gdyby pisać wszystko to słów by zabrakło i miejsca na internetowej stronie. Każda z nich to młoda dama, radosna, energetyczna, strojnisia, trzpiotka… z odrobiną tajemniczości,  finezji  i szaleństwa. To taki wybuchowy sportowy koktajl. W treningach nie ustępowały chłopakom na krok, a w wielu elementach były zdecydowanie lepsze: Mirella, Kasia, Amadea, Śnieżynki, Kamila & Pszczółka, Pola, Martyna Wiewióra, Wero-Amorki, Alutka, Ola, Kamila ( ta większa ) – staram się pamiętać wszystkie, bo jak którąś pominę, to jeszcze mi manto spuszczą.

Było fajnie, dni szybko mijały i kiedy wracać trzeba było to i tak radośnie biły nasze serduszka, ale i smutek też było widać w naszych oczach. Na dodatek, zaczął padać śnieg!

Czyżby zemsta Arctosa za wybity kieł?

Swoją drogą duże słowa uznania dla najstarszych uczestników obozu: Weronik , Oli, Maćka i Krystiana – fajnie, że wspomagaliście kadrę w opiece nad najmłodszymi.

 

                                                                                                 Pozdrawiam Wszystkich

                                                                                                     Wasz Korespondent
zdjęcia w galerii.






Projekt i Realizacja: BetterSite.pl